Muzeum Flisactwa Polskiego

Home / Muzeum Flisactwa Polskiego

                                                    Hej flisacza dziatwo…

Przy oknie prosty stół i stara drewniana kołyska, obok łóżko z siennikiem i prawdziwą pierzyną obleczoną w haftowaną powłokę. Kaflowy piec, łopata do wyjmowania chleba, narzędzia do obróbki drewna i rybackie sieci. Na fotografii smutna, zmęczona twarz flisaka. Zwiedzającym wilgotnieją oczy. Jednym łzy wyciskają wspomnienia, innym alergia na gęsi puch, który wypełnia pierzynę.

Muzeum Flisactwa w Ulanowie z uporem maniaka próbuje zachować przy życiu pamięć o flisactwie. Skutek jest różny, bo dla młodego pokolenia flisak jest tak samo abstrakcyjny jak postać ze starej radzieckiej kreskówki. Po prostu dziadek na drewnianej tratwie. Pochylony, zamyślony, trochę dziwak, trochę żebrak. Może odrobinę podobny do postaci z jakiejś nudnej lektury ale bez spektakularnych egzystencjalnych dramatów.

Dramaty codziennego flisackiego życia były takie… po prostu zwyczajne. Bieda, zmęczenie, choroby. Żony, które płakały tym częściej im bliżej było do flisu. Drobne postacie smutnych dzieci żegnających ojców na brzegu. I te natrętne myśli… Czy opadnie woda? Czy rwący nurt rzeki pogrozi palcem czy też zabierze dobytek.. a może… życie? Czy jeszcze ich zobaczę? Czy dadzą radę beze mnie? W trakcie żeglugi flisak miał sporo czasu na trudne przemyślenia. Dzisiaj też nie brakuje trudnych tematów, tylko czasu coraz mniej a Internet wyręcza w znajdowaniu odpowiedzi. Nie ta epoka.

Ale kiedy już wydaje się, że odgrzebywanie tych flisackich staroci nie ma sensu, że dzisiaj wystawa gier komputerowych byłaby bardziej „na miejscu”, nagle w spojrzeniu nastolatka, który ogląda czarno-białe zdjęcia, pojawia się… zrozumienie. Dla strachu, dla cierpienia, dla tęsknoty. I ludzkie sprawy, ludzkie emocje zaczynają łączyć pokolenia. Ten sam młody człowiek, który przed chwilą obojętnie słuchał historii Ulanowa, teraz wpatruje się z ciekawością w zmęczone twarze flisaków. Już nie jest ważne, że to wszystko takie odległe, nieaktualne, nie cyfrowe i nie HD. Ten flisak na tratwie i ten nastolatek ze smartfonem w ręku mają coś co ich łączy. Uczucia, przeżycia, emocje – te same, niezmienione od wieków.

Czy uda się w Ulanowie zachować tradycje flisackie? Tego nie wiadomo. Na razie Ulanów przekonuje o tym, że opowieści o wielotygodniowych żeglugach rzecznych na tratwach pozbawionych wygód to nie legenda. Że oni naprawdę płynęli aż do morza, wracali pieszo a taki spływ w niczym nie przypominał spływu kajakowego ani rejsu wycieczkowego. Z tej ciężkiej pracy swoich przodków mieszkańcy Ulanowa są dumni. Mają prawo, bo to przede wszystkim praca flisaków sprawiła, że w XVIII i XIX wieku Ulanów nazywano „Małym Gdańskiem”, a to chyba najlepszy dowód na to, czym było kiedyś to małe skurczone dziś miasteczko.

Zapatrzony w fotografię chłopak nie zapamięta na pewno, że Ulanów otrzymał prawa miejskie w 1616 roku. Zapomni nazwisko założyciela Ulanowa, zatrą się w jego pamięci flisackie nazwy, rozpłyną twarze ze zdjęć. Ale ta iskierka, która połączyła go z przeszłością zostawi po sobie ślad. Ślad mglisty i niejasny ale jednak odczuwalny. Zostanie też pragnienie doświadczania podobnych przeżyć. I przez ten krótki moment, stary flisak o smutnej twarzy zrobi dla tego młodego człowieka więcej, niż najnowsza aplikacja na smartfona.

                                                                                                                             Agnieszka Marek

                                                                                                                          Stowarzyszenie A’Propos

1muzum

2muzeum

3mzumum

0muzeum

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

Wordpress Theme